Oglądam mecz Ligi Narodów w siatkówce mężczyzn. Japonia i Słowenia grają o trzecie miejsce. Z początku oczywiste jest dla mnie, że wygrają Japończycy, w końcu na 13 meczów, wygrali 12. Pod koniec pierwszego seta zaczynam jednak kibicować Słoweńcom. No i mam dylemat. Z jednej strony życzę wygranej Słowenii, z drugiej Japonia wygrała wszystkie, wszystkie! mecze w fazie grupowej i jeśli przegra, skończy na najgorszym, czwartym miejscu. Siedzę i wiję się w niewygodzie narastającego we mnie napięcia, dylemat siatkarski nagle urasta do ogromnego zeppelina wiszącego nad moją głową opatrzonego neonem: jaki jest Twój wybór? Jego cień przesłania mi radość oglądania meczu i słuchania rewelacyjnych komentarzy komentatorów. Po chwili jednak dochodzi do mnie, że na szczęście tu nie muszę nic wybierać. Zeppelin odlatuje, cień znika, a radość z oglądania fascynującego meczu wraca. Uff!
Po czasie przyszła refleksja – co tu się w ogóle wydarzyło? Jak to się stało, że założyłam, że muszę dokonać wyboru? I co tu robił ten cholerny zeppelin, łypiąc na mnie z góry jak sędzia, który domaga się odpowiedzi. Przecież mogłam oglądać ten mecz, pozostając neutralną, życząc obu drużynom jak najlepiej lub w nastawieniu – niech wygra lepszy. Tymczasem sama sobie nałożyłam ramę, że muszę coś wybrać i że absolutnie nie ma innego wyjścia. I tak sobie myślę, jak często same sobie to robimy w codziennym życiu? Bardzo często słyszę w gabinecie takie założenia, co do których kobiety nie mają cienia wątpliwości: proszenie o pomoc to słabość i brak kompetencji; najpierw wszystko musi być zrobione, dopiero potem mogę odpocząć; dbanie o siebie to egoizm; wszystko co robię, musi być idealne. A to tylko kilka przykładów.
Pani Psychologia teatralnie udaje, że ociera pot z czoła. – Książkę by można na ten temat napisać – wzdycha. – Nasz umysł lubi porządek, prostotę i bezpieczeństwo. Lubi wiedzieć co jest dobre, a co złe, po której stronie stoimy i jaką decyzję należy podjąć. Jak sprinter do mety, nasz mózg dąży do jak najszybszego domknięcia sprawy. Jednak niektóre dylematy nie wynikają z faktów, tylko z niekwestionowanych założeń. Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy im podlegać jako niepodważalnym prawdom. Psychologowie nazywają takie myślenie fałszywą dychotomią. To sytuacja, w której widzimy tylko dwie możliwości, choć w rzeczywistości istnieje ich znacznie więcej. Jeśli są dwie drużyny, trzeba wybrać jedną. Jeśli są dwie racje, tylko jedna może być słuszna. Jeśli są dwie potrzeby, jedna musi wygrać. A życie to nie quiz z jedną prawidłową odpowiedzią. Można być odpowiedzialną i kompetentną i jednocześnie potrzebować wsparcia. Można chcieć mieć zrobione i jednocześnie potrzebować odpoczynku. Można pomagać innym i dbać o siebie. Można robić jak najlepiej się potrafi i popełniać błędy. – Innymi słowy – dodaje Pani Psychologia – czasem największą ulgę przynosi nie znalezienie właściwej odpowiedzi, ale zakwestionowanie pytania.
Biorę i będę się temu przyglądać. A Ty, jakie założenie, które nosisz w sobie, chciałabyś dziś zakwestionować?
