Weszłam do sklepu i wprost „nadziałam się” na kredki, markery, farbki. Wszystkie takie ładne i kolorowe. Coś mi powiedziało, intuicja?, żebym wybrała sobie któryś zestaw. Przypomniało mi się, że kiedyś bardzo lubiłam kolorować obrazki. Wybrałam kredki z czarnego drewna. W następnej alejce znalazłam trzy kolorowanki po numerkach. Wzięłam wszystkie trzy! Samo to, że zabrałam je ze sobą do domu, sprawiło, że w drodze powrotnej uśmiechałam się.
Nie usiadłam do nich od razu, tylko następnego dnia. Jakbym potrzebowała przekonać samą siebie, że nie ma w tym nic złego, że sobie pokoloruję jakiś obrazek. Usiadłam po turecku w fotelu, włączyłam muzykę, wybrałam obrazek i zaczęłam szurać z zapamiętaniem kredkami po papierze. Ależ radocha! Jakbym cofnęła się w czasie. Jakbym znów miała osiem, może dziesięć lat. Dzisiejsza rzeczywistość przestała istnieć, ogarnęła mnie lekkość, zaczęłam oddychać przyjemnością, a żołądek wypełniła błoga beztroska.
Gdzieś między zielenią kolorowanych liści a różem nosa tygryska przyszła szaro-bura myśl – dlaczego, do diabła, dorosła kobieta musi przekonywać samą siebie, że ma prawo do chwili beztroski? Dlaczego najpierw musiałam sprawdzić, czy jako dorosła kobieta mogę zrobić coś tak niepotrzebnego? Pomyślałam o kobietach, które spotykam, które dzielą się ze mną swoimi problemami i przeżyciami. I zaczęłam się zastanawiać, ile z nas żyje w ten sposób. Ile kobiet daje sobie prawo do przyjemności dopiero wtedy, gdy wszystko jest zrobione. Ile z nas musi „zasłużyć” na odpoczynek. Ile potrafi wymienić swoje obowiązki, ale ma problem z odpowiedzią na pytanie: co sprawia mi radość?
Świat oczekuje od dorosłych kobiet trwania w dorosłych rolach, matki, żony, zarabiaczki, ogarniaczki, etc. A my w to idziemy, jednocześnie odmawiając sobie „dziecięcej” beztroski, przyjemności, zabawy. To tak jakby zatrzasnąć drzwi do tej części siebie i zawiesić na nich napis „Wstęp surowo zabroniony”. A przecież ta mała dziewczynka nadal w każdej z nas istnieje. Nadal lubi kredki. Nadal cieszy ją kolorowanie. Ładnie tak ją zamykać i trzymać pod kluczem?!
A co na to Pani Psychologia? Rozgaszcza się w swoim pluszowym fotelu, poprawia okulary i mówi spokojnie – Zabawa nie jest przeciwieństwem dojrzałości. Przeciwnie – jest jednym z fundamentów zdrowia psychicznego. To dzięki niej układ nerwowy dostaje sygnał: jesteś bezpieczna. Możesz odpuścić. Świat przez chwilę nie musi być zadaniem do wykonania. Zabawa rozluźnia ciało, reguluje napięcie, przywraca kontakt z lekkością, którą tak często gubimy po drodze między listą zakupów, pracą, praniem, odpowiedzialnością i oczekiwaniami innych. Po chwili namysłu dodaje z delikatnym uśmiechem: To, co wygląda jak „głupota”, bywa bardzo poważną formą troski o siebie.
Razem więc zapytujemy, kiedy ostatni raz zrobiłaś coś, co nie było produktywne, rozwojowe ani potrzebne, tylko przyjemne?
